Fluid matujący Make - Up Matt Bielenda

Fluid matujący Make - Up Matt Bielenda


Na Instagramie na który serdecznie zapraszam, pojawiły się pytania właśnie o ten fluid, a mowa o fluidzie marki Bielenda - Make - Up Academie. Jest to matujący fluid o kolorze jedne, który ma nam dać dobre krycie, długotrwały mat oraz naturalny efekt. Czy tak jest jak producent obiecuje ? Zapraszam do czytania dalej :).


Moja opinia 

Produkt ma bardzo mocny jakby pudrowy zapach. Po aplikacji wygląda jak typowy fluid, jednak po chwili jego konsystencja zmienia się na bardziej suchą i pudrową. Powodując, że aplikacja staję się trudniejsza, więc najlepiej nakładać go za pomocą mocno wilgotnej gąbeczki i szybkim ruchami. Jeśli zrobimy to za wolną, produkt zaschnie i narobi nam plam i zacieków. Jednak warto się chwile pomęczyć przy aplikacji, gdyż produkt daje bardzo ładny naturalny efekt makijażu, fajnie kryje niedoskonałości i nie obciąża naszej skóry. Nie podkreślił suchych skórek. Super stapia się z kolorem skóry, wyrównuje kolor, dając naturalny i świeży efekt. Fluid utrzymuję się do 6 godzin w nienaruszonym stanie, potem delikatnie zaczyna się ścierać na nosie. Jednak w połączeniu z produktem utrwalającym makijaż potrafi wytrzymać o wiele dłużej. Wszystko zależy od intensywności dnia. Jeśli chodzi o dokładanie produktu, śmiało możemy to zrobić, jednak wtedy makijaż może być już cięższy i nie wyglądać tak naturalnie. Niestety zauważyłam, że fluid delikatnie ciemnieje jednak nie na tyle, żeby wyglądała to źle. Różnica jest minimalna w tym, co nałożymy, a co otrzymamy po chwili na buzi. Co do efektu matowienia produkt fajnie matuje strefę T i nosek i do samego demakijażu cera w tej kwestii wygląda super. Produkt jest średnio wydajny i dość szybko ubywa go z opakowania, które bardzo lubię, gdyż mogę sobie go przeciąć i wyciągnąć resztki produktu. Jak na cenę dwunastu zł produkt sprawdza się naprawdę super i często po niego sięgam.

Pojemność: 30 g
Cena: około 12 zł
Dostępność: Rossmann



Lokówka stożkowa BaByliss

Lokówka stożkowa BaByliss


Hej Piękne😀. W jakiej fryzurze czujecie się najlepiej? Fale, loki, a może proste włosy ? Osobiście nie lubię idealnie zrobionych loków czy fal, wole taki artystyczny nieład. I dzięki temu zabiegowi na mojej głowie coś się dzieje, włosy nabierają objętości. Lubie tako burze na głowie i tworze sobie ją za pomocą stożkowej lokówki Easy Curl marki BaByliss.

 Lokówka posiada tytanową - ceramiczną powłokę. Regulacje temperatury w postaci pokrętła. Gdzie możemy wybrać spośród 11 pozycji. W załączonej instrukcji mamy tabele, w której możemy znaleźć podpowiedź jako pozycje z temperaturą użyć do danych rodzajów włosów. Lokówka nagrzewa się w kilka sekund. Maksymalna temperatura to 200°C. Posiada też obrotowy przewód, który ułatwia manewrowaniem lokówko podczas pracy na włosach. W zestawie dostajemy też rękawice ochroną, która zapobiega poparzeniu palców, podczas nawijania pasam na lokówkę. Taki mały kawałek szmatki na dwa place, a ułatwia tak życie i nie smaży. W przypadku moich włosów, które są dość grube, ciężkie i niepodatne na modelowanie i kręcenie. Lokówka sprawdza się świetnie W kilka sekund na lokówce i pasmo włosów jest zakręcony. Gdy chce uzyskać tylko artystyczny nieład, a nie idealnie zrobione loki. To dzięki tej lokówce w niecałe 10 minut moja czupryna nabiera życia. Jeśli nakręcimy pasmo, włos przy włosie to uzyskamy jakby komunijne loki przez kilku lat, a natomiast jeśli nakręcimy luźniej, rozciągając pasmo po lokówce, to uzyskamy efekt delikatniejszy. Nie wiem jak wy kobietki, ale jak zawsze mam problem zakręceniem jednej strony i zawsze wychodzi inaczej niż druga.

Włosy tuż po zakręceniu. 


Po rozczesaniu.


Podsumowując; Jak dla mnie super lokówka i jestem bardzo zadowolona z jej zakupu.
Zakupiona w jakimś elektrycznym markecie.
Cena: 100 zł

Cała prawda o blogowaniu, czyli spowiedź blogerki

Cała prawda o blogowaniu, czyli spowiedź blogerki


 Swoją przygodę z blogowaniem zaczęłam ponad trzy lata temu, gdy siedziałam na bezrobociu. Miał być to sposób na spożytkowanie nadmiaru czasu i okazja, aby dostać coś za free. Taka jest prawda🙉. Na początku moje blogowej kariery blog nosił śmieszną nazwę Katarzynkowy Świat potem Katarzynkowy Blog i był różowy. Zdjęcia robione telefonem, wpisy pełne chaosu i śmieciowe posty. Branie każdej współpracy nawet z maszynkami do golenia oraz zapychanie bloga chińskim chłamem. Wciskania swoje prywaty wszędzie i ile się da. Przeważały posty kosmetyczne oraz modowe, ale też więcej pisałam tekstów od siebie. Pojawiły się kolejne zmiany kosmetyczne na blogu i kolejna zmiana nazwy bloga na anglojęzyczną nazwę, którą czasami było mi trudno wymówić. Chciałam być tak światowa🙉.

  W międzyczasie miałam kilka kryzysów weny i myśl. Po jako cholerę potrzebny mi ten blog? Po przejściu kolejnej fali załamki blogowej pojawiły się pierwsze wyjazdy i imprezy blogowe. Kolejne zmiany wyglądu bloga i nowe kategorie wpisów jak posty fotograficzne. Po dłuższym namyśle założyłam Instagrama oraz fanpejdzą na FB, oraz wykupiłam własną domene. Kolejna i chyba ostania zmiana nazwy na Po prostu Kasia i zmiana wyglądu bloga. Na blogu zrobiłam też małe porządki, usunęłam kilka starych wpisów, starałam się uporządkować, aby blog jakoś się prezentował. Z czasem zdjęcia wrzucane na bloga zmieniły swoja jakość i wygląd. Myślę, że obecne zdjęcia są naprawdę fajne. Teraz na blogu przeważają wpisy kosmetyczne, jednak blog raczej zaliczam do kategorii blogów lifestylowy. Na wpisy modowe mam za gruby tyłek. Staram się, aby blog prezentował się jak najlepiej i bym miły dla oka. Czasami estetykę mogą zaburzyć błędy w tekstach, ale staram się, żeby było ich jak najmniej. Co do współpracy nie biorę wszystkiego, jak leci, jak to robiłam kiedyś. Teraz więcej ląduję w koszu, niż trafia na bloga. Człowiek z upływem czasu mądrzeje. Przez ten czas poznałam kilka fajnych blogowych duszyczek, mam nadzieje, że to grono się jeszcze powiększy. Nie zawsze mam czas na odwiedzanie blogów i ich komentowanie, czasami zostawiam komentarz bez czytania wpisu tylko po przeleceniu zdjęć. No i się wydała.🙉🙈🙊 Jednak zdarza się to sporadycznie.

  Nigdy nie używam produktu, dopóki nie zrobię zdjęć na bloga, dopiero potem testuję jakiś czas i wtedy pisze recenzje. Nigdy nie opublikowałam żadnego posta z recenzją bez przetestowania i zawsze jest to wiarygodna opinia. Nigdy nie zgodzę się na współprace za dobrą opinię produktu. Co do stylizacji czasami zdarzyło się, że robiłam kilka stylówek jednego dnia, a potem wrzucałam na bloga. Która prawdziwa szafirak tak nie robi? Początkowe moje stylizacje robiłam na tle meblościanki. Profesjonalnie co nie? Bloga traktuję jak miejsce, w którym mogę podzielić się nie tylko opiniami na temat kosmetyków, ale też różnymi przemyśleniami na różne tematy oraz czasami moim obawami czy problemami. Czasami ma wrażenie, że pisze tylko dla siebie i nikomu te moje durne pisanie nie jest potrzebne, ale jak lubię tego swojego bloga i mam nadzieje, że kiedyś tam moja blogowa praca zostanie wynagrodzona. Czasem zazdroszczę kolejnych paczek, które dostają inne blogerki z różnych firm, ale szybko ta zazdrości mija. Może kiedyś też ktoś zechce mi wysłać coś, za to jaka jestem, za włożoną prace w bloga czy zdjęcia na Instagramie, a nie za liczby obserwatorów i pokazywaniu sexy ciałka na Instagramie, gdzie też mi się marzy, chociaż kilka tysięcy obserwujących. Którzy obserwują mnie za to, co robię, a nie ze względu na pół nagę foty, których u mnie na profilu nie zobaczysz.

  Czasami na blogu można zastać cisze i brak nowych wpisów, pomimo wielkich chęci pisania regularnie. Jest to spowodowane brakiem weny lub czasu. Staram się pisać wpisy na zapas, ale nie zawsze się udaje. I staram się pisać, kiedy mam na to ochotę, a nie na siłę, aby nie napisać, postu zapchaj dziury, bo takie posty nic nie wnoszą i są niepotrzebne. Co jakiś czas robię porządki w moje liście blogów, które czytam i czasami coś wyrzucę. Moja liczba obserwujących też czasami delikatnie się zmienia, jestem ciekawa, dlaczego tak się dzieje. Czy ktoś uznaje, że jestem nudna jak falki z olejem czy po prostu usuwa bloga lub znika po rozdaniu. Jednak jak tak się dzieje, staram się takie kwiatki odszukać i pamiętać o nich przy kolejnych rozdaniach, które pojawiaj się na blogu dość rzadko. Na początku bloga stosowałam obs za obs, ale zrozumiałam, że to nic dobrego na dłuższą metę. Wrzucam linki swojego bloga na różne grupy i stronki, ale tylko po to, żeby ktoś odwiedził mojego bloga i został na dłużej, jeśli mu się spodoba. Z biegiem czasu moje blogowej kariery zmieniłam swoje podejście z pazernego pasożyta blogowego czyhającego na darmowe fanty, na tak myślę świadomego blogera znającego swoją blogową wartości. Do eksperta blogosfery mi daleko i niech tak zostanie.
Kilka słów o walentynkach ❤️

Kilka słów o walentynkach ❤️

 Przed każdymi walentynkami czy innymi podobnym ''świętami'', często słyszę lub czytam już kultowe zdanie płynące ze wielu ust. Ja walentynek nie obchodzę. Kochać powinno się cały rok, nie tylko 14 lutego. Czy człowiek naprawdę musi wszędzie szukać dziury w całym i mieć wieczny ból dupy? Zgodzę się z tym, że uczucia okazywać trzeba cały czas nie tylko w te wymuszone święta, które są maszynko do zarabiania kasy, ale trzeba też mieć zdrowe podejście do życia i np. uznać, że taki 14 lutego to dodatkowy dzień w roku, w którym możemy okazać jeszcze więcej miłości swoim bliskim. Nie tylko tej drugiej połówce, ale też rodzicom, dziatkom czy rodzeństwu. W końcu to święto miłości, którą tak usilnie okazują cały rok te wszystkie osoby, które walentynek nie obchodzą. A może te całe walentynki, rocznice i inne podobne święta nie są takie złe. Może to one właśnie przypominają nam o tym okazywaniu miłości bliskim nam osobom. Pomagają się zatrzymać i zrozumieć, że są w życiu tak ważne rzeczy, jak miłość, tak ważne osoby, jak rodzice, siostra, babcia, dziadek czy tak druga połowa. Dzisiejszy świat pędzi zbyt szybko, że czasami braknie tchu, a dzięki takim dniom w roku, zwalnia i okrywa to, co jest w życiu naprawdę ważne i dlaczego warto żyć.❤️



Widzieliście nowy filmik z Maff i Czarkiem, jak dla mnie świetny.❤️





Podkład AVON TRUE COLOUR

Podkład AVON TRUE COLOUR


Dziś kolejna recenzja produktu marki Avon, tym razem jest to podkład True Colour. I jak na razie chyba jest to jedyny z produktów do makijażu w mojej kosmetyczce tej marki. Kiedyś produktów Avon miałam o wiele więcej. Dajcie znać czy używacie kosmetyków tej marki i czy wam się sprawdzają. 


Moja opinia 

Podkład w opakowaniu wygląda na bardzo ciemny i pomarańczowy. Po wyciągnięciu podkładu z kartonika przeraziłam się, że chyba wybrałam zły odcień podkładu. Zazwyczaj, gdy zamawiam, podkład z Avon to wybieram odcień - Ivory. Jednak po nałożeniu tego podkładu, który ma dość suchą, pudrową konsystencję i najlepiej nakłada się go za pomocą gąbeczki do makijażu. Stopił się jakby ze skórą twarzy i jej kolorem, pozostawiając dość naturalny efekt, bez efektu maski. Co do krycia jest średnie, podkład słabą radzi sobie z większymi niedoskonałościami czy zaczerwieniami skóry. Jeśli chodzi o budowanie krycia, to po dołożeniu kolejnej warstwy podkładu jest w dalszym ciągu średnie. Podkład może podkreślać suche skórki, jeśli takie posiadamy. Co do trwałości, podkład po całym dniu noszenia, wygląda tak sobie. Potrafi się zebrać pod nosem i zrobić ciastko na brodzie. Jak dla mnie jest to podkład, kiedy chcemy uzyskać dość naturalny efekt i nie potrzebujemy dużego krycia, bo nie każdy lubi mieć tapetę na mordeczce. Podkład nie zapycha, ale w moim przypadku zauważyłam, że przesusza moją cerę skóry. Mam dość mieszane uczucia co do tego podkładu i raczej nie wróci on więcej do mojej kosmetyczki.

Pojemność: 30 ml


Profesjonalny wysuszacz lakieru - Eveline

Profesjonalny wysuszacz lakieru - Eveline


Już nie raz mówiłam, że nie lubię malować paznokci i jeśli nie mam zrobionych hybryd, to chodzę w nieumalowanych paznokciach. Jednak w tym roku postanowiłam to zmienić i malować je częściej sama. Jednak zawsze w malowaniu paznokci, denerwował mnie czas oczekiwania na wyschnięcie lakieru na paznokciach. Zawsze trwało to zbyt długą. Dzięki makelifeperfect, od której otrzymałam paczuszkę za udział we wspólnym odliczaniu do świąt, gdzie zostałam wyróżniona za udział w Christmas Photo Challenge. Jeszcze raz dziękuję Kochana 😘 Miałam okazje przetestować profesjonalny wysuszacz lakieru marki Eveline. 


Moja opinia

Po pomalowaniu paznokci i użyciu wysuszacza na mokre paznokcie. Produkt jakby delikatnie rozmywał lakier i pozostawiał na powierzchni lakieru ślady kropelek produktu. Gdy użyjemy wysuszacza na bardziej wysuszone paznokcie, produkt sprawdza się lepiej. Nadaje jakby lekkiego połysku paznokciom i przedłuża trwałość lakieru. Efekt wysuszania - znikomy. I co mi po takim wysuszaczu lakieru do paznokci , który tak sobie radzi z tym, do czego został stworzonyOczekiwałam, szybkiego efektu schnięcia lakieru tuż po ich pomalowaniu, a tu klops💩.

Pojemność: 30 ml


Copyright © 2014 Po prostu Kasia , Blogger